Po kilku postach, w których wiodły prym sukienki okraszane dodatkami, dziś składanka, która wymaga nieco większego zaangażowania. Przyznaję się ostatnio znów, po raz enty oczywiście, namiętnie oglądam Seks w wielkim mieście i upajam się stylizacjami głównych bohaterek. Fryzura podpatrzona. A poza tym dzień przed komputerem zaczynam od luknięcia na blog Stockholm Streetstyle - Carolines Mode – choć pisałam to już nie raz, napiszę znowu, to dla mnie niesamowita kopalnia inspiracji. Podpatrywanie sztokholmskiej ulicy jest fantastyczne, nie brak tam koloru, nie brak biżuterii, oczywiście nie brakuje super markowych ciuchów, ale też po prostu świetnych stylizacji, z których warto zaczerpnąć, czasem to co wydaje się być ze sobą w modowej sprzeczności doskonale się uzupełnia i wnosi jakąś cudowną świeżość do naszego looku. Skórzana spódnica, a jakże znaleziona w ciucholandzie i bluzka vintage też kupiona na kilogramy, dziś razem oddzielone tylko cienkim paskiem (sh – 3 zł). Naszyjniki z łańcuszków również upolowane, bransoletki z chińskiego sklepu. Torebka Top Secret kupiona na posezonowej wyprzedaży w korzystnej cenie. Buty Deichmann, podobno dobrze wychodzisz, ja wyszłam całkiem nieźle, bo poczekałam i upatrzone buty z kolekcji „Cindy Crawford Collection by 5th Avenue” kupiłam za połowę ceny. Trochę glamrockowo trochę vintage czyli niezły mix, czuję się znakomicie w takiej stylówce, a teraz czekam na Wasze opinie. Wolicie szaleństwo i modowe eksperymenty czy prostotę formy? Wioletta
Sukienka Diane von Furstenberg wpadła mi w ręce jesienią ubiegłego roku w jednym z moich ulubionych second handów – nowa, z metką krzyczącą do mnie nazwiskiem wspaniałej projektantki. Sukienka kopertowa znak rozpoznawczy i sztandarowy projekt amerykańskiej designerki i guru kobiecej mody - Diane von Furstenberg, która właśnie taki model pokazała w 1972 roku i od tamtej pory nie wypadł z gry, wręcz przeciwnie wciąż rządzi. Metka metką, cudownie, że udało mi się zasmakować mody z wielkiego świata, jednak to co miłe to zawsze dobrej jakości tkanina, w tym przypadku jedwab i krój, który pozwala czuć się pewnie, w tej sukience inne opcji nie ma. Głęboki dekolt, wiązanie podkreślające talię i biodra, długość do kolana - czego chcieć więcej. A zapominałabym, kolory one też nie są tu bez znaczenia, żółty, biały i beżowy – żyją na mojej sukience w idealnej harmonii. Mogę wychwalać ten mój zakup bez ograniczeń, bo przecież jestem wyłącznie przeszczęśliwą posiadaczką, nie miałam wpływu na powstanie tego „dzieła”, zatem spokojnie mogę opisywać jego zalety. Słońce jest już na tej sukience, a jeśli jeszcze grzeje mocno z nieba jest podwójnie fantastycznie. Na dodatek nieco biżuterii, bez której jak wiecie nie wyobrażam sobie chyba żadnej stylizacji (może i sroka ze mnie, cóż) i tym razem białe buty na przewysokim obcasie plus biało beżowa kopertówka i oto cała ja. Wioletta