wtorek, 14 lutego 2012
niedziela, 12 lutego 2012
Black hat
Moja alternatywa dla futrzanych czap, które kocham nosić zimą, tylko jedna – kapelusz. Swój pierwszy kupiłam jeszcze w czasach licealnych, wtedy podobnie, jak w tym outficie, zestawiałam go z długim wciętym w tali płaszczem, ale jednak inaczej, bo również z ciężkimi sznurowanymi butami. Teraz zwycięża moja miłość do wysokich obcasów, nie tylko z tego względu, że dodają mi centymetrów. Płaszcz upolowałam za grosze, zwabił mnie jego kobiecy krój, a poza tym jest bardzo podobny do tego zaprojektowanego przez Ralpha Laurena. Beżowa jodełka, duże klapy, rozcięcia przy rękawach. Tegorocznej wiosny powrócą „ jodełkowe zygzaki” – będą jednak dużo większe i w całkiem innym charakterze niż te na moim płaszczu, ale jednak od tej właśnie drobnej jodełki biorą swój początek. Mimo tego specyficznego wzoru, można z tym płaszczem łączyć różne kolorowe dodatki, jednak postanowiłam najpierw pokazać go Wam wyłącznie z czernią, wtedy kapelusz gra pierwsze skrzypce i tak właśnie miało być. Wioletta

środa, 8 lutego 2012
Pink fur
Futro, futro, futro – futra noszę sztuczne, bez większej ideologii w argumentowaniu, po prostu. Podobają mi się najbardziej te w dziwnych kolorach i cętkowane, ale srebrno – szare czy czarne też lubię. I choć to tylko złudne ocieplenie zimą, to jednak ubrana na tzw. cebulkę, z dodatkiem futra, czuję się wystarczająco zabezpieczona przez chłodem i mrozem. Dziś zaryzykuję łącząc słodkie pudrowe futro z prostym w kroju płaszczem o wręcz żołnierskim looku. A gdy się go pozbędę, nadal futro w natarciu, bo wtedy futrzana kamizelka przejmuje ster. Biżuteria z kryształkami podbija futrzane dodatki, kłania się trend „carska Rosja”, ale zimą właśnie do niego mi najbliżej, bo noszę tylko futrzane czapy. We wszystkich innych czuję się mało pewnie, tak zresztą jak bez wysokich obcasów, ale to już wątek na całkiem inny post. Wioletta

Bardzo dziękuję właścicielowi Pałacu w Nakomiadach za udostępnienie miejsca do wykonania sesji zdjęciowej.
sobota, 4 lutego 2012
Magenta divine
Gdyby promocyjna cena ze sklepowej półki nie zawołała do
mnie „zobacz mnie”, pewnie nigdy nie spojrzałabym na tę pomadkę. Ale usłyszałam
wołanie, zobaczyłam, kupiłam. Kolor magenta divine, by zrobiło się ciepło w
mroźny dzień. Peonie kwitną w pięknym kolorze magenta i pachną tak, ach!
Żeby jednak nie było za słodko proponuję żurawinowy balsam do ciała. Tegoroczna wiosna zakwitnie mocnymi kolorami, ale też pastelami. Rozwodnione
barwy mają rządzić, nawet wyłącznie we własnym towarzystwie. Najbardziej zwodzi
mnie mdlący bezowy róż, słodka wanilia i delikatna pistacja. Czy od stóp do
głów? Myślę, że spróbuję różnych wariantów, mocne barwy zblokowane, ale też
zblokowane pastele albo pastele z jednym ostrym akcentem innego koloru na
dodatek. Upolowałam już małe co nieco: niewielką, ale pojemną torebkę (kwitnie
w środku) i buty (urzekł mnie ich przód). Pudrowo, różowo, pastelowo, a skoro
proponują: Ralph Lauren, Nina Ricci i Chanel – warto zaryzykować. Wioletta
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































