niedziela, 12 lutego 2012

Black hat

Moja alternatywa dla futrzanych czap, które kocham nosić zimą, tylko jedna – kapelusz. Swój pierwszy kupiłam jeszcze w czasach licealnych, wtedy podobnie, jak w tym outficie, zestawiałam go z długim wciętym w tali płaszczem, ale jednak inaczej, bo również z ciężkimi sznurowanymi butami. Teraz zwycięża moja miłość do wysokich obcasów, nie tylko z tego względu, że dodają mi centymetrów. Płaszcz upolowałam za grosze, zwabił mnie jego kobiecy krój, a poza tym jest bardzo podobny do tego zaprojektowanego przez Ralpha Laurena. Beżowa jodełka, duże klapy, rozcięcia przy rękawach. Tegorocznej wiosny powrócą „ jodełkowe zygzaki” – będą jednak dużo większe i w całkiem innym charakterze niż te na moim płaszczu, ale jednak od tej właśnie drobnej jodełki biorą swój początek. Mimo tego specyficznego wzoru, można z tym płaszczem łączyć różne kolorowe dodatki, jednak postanowiłam najpierw pokazać go Wam wyłącznie z czernią, wtedy kapelusz gra pierwsze skrzypce i tak właśnie miało być. Wioletta



  



 




  

 



środa, 8 lutego 2012

Pink fur

Futro, futro, futro – futra noszę sztuczne, bez większej ideologii w argumentowaniu, po prostu. Podobają mi się najbardziej te w dziwnych kolorach i cętkowane, ale srebrno – szare czy czarne też lubię. I choć to tylko złudne ocieplenie zimą, to jednak ubrana na tzw. cebulkę, z dodatkiem futra, czuję się wystarczająco zabezpieczona przez chłodem i mrozem. Dziś zaryzykuję łącząc słodkie pudrowe futro z prostym w kroju płaszczem o wręcz żołnierskim looku. A gdy się go pozbędę, nadal futro w natarciu, bo wtedy futrzana kamizelka przejmuje ster. Biżuteria z kryształkami podbija futrzane dodatki, kłania się trend „carska Rosja”, ale zimą właśnie do niego mi najbliżej, bo noszę tylko futrzane czapy. We wszystkich innych czuję się mało pewnie, tak zresztą jak bez wysokich obcasów, ale to już wątek na całkiem inny post. Wioletta 





  
  
   
   
  
  
    
  
  
  
  
  

   
  
  
  


      Bardzo dziękuję właścicielowi Pałacu w Nakomiadach za udostępnienie miejsca do wykonania sesji zdjęciowej.

sobota, 4 lutego 2012

Magenta divine


Gdyby promocyjna cena ze sklepowej półki nie zawołała do mnie „zobacz mnie”, pewnie nigdy nie spojrzałabym na tę pomadkę. Ale usłyszałam wołanie, zobaczyłam, kupiłam. Kolor magenta divine, by zrobiło się ciepło w mroźny dzień. Peonie kwitną w pięknym kolorze magenta i pachną tak, ach! Żeby jednak nie było za słodko proponuję żurawinowy balsam do ciała. Tegoroczna wiosna zakwitnie mocnymi kolorami, ale też pastelami. Rozwodnione barwy mają rządzić, nawet wyłącznie we własnym towarzystwie. Najbardziej zwodzi mnie mdlący bezowy róż, słodka wanilia i delikatna pistacja. Czy od stóp do głów? Myślę, że spróbuję różnych wariantów, mocne barwy zblokowane, ale też zblokowane pastele albo pastele z  jednym ostrym akcentem innego koloru na dodatek. Upolowałam już małe co nieco: niewielką, ale pojemną torebkę (kwitnie w środku) i buty (urzekł mnie ich przód). Pudrowo, różowo, pastelowo, a skoro proponują: Ralph Lauren, Nina Ricci i Chanel – warto zaryzykować. Wioletta


 
 

 

 
  

 
 
 


 







czwartek, 2 lutego 2012

I like this coat

Najpierw był militarny i szeregami złotych guzików salutował na odległość, później, tak jak na tych fotkach, stał się bardziej klasyczny i nieco spuścił z tonu, pozwalając wybić się przeróżnym dodatkom – mój ulubiony płaszcz. Dobrze skrojony, uszyty z porządnej wełny, moim zdaniem ponadczasowy. Mam go … od zawsze, a serio od …, teraz mogę się narazić na Wasze stuknięcia się w głowę, ale trudno zaryzykuję, mam go od … kilkunastu lat. Wciąż nie stracił formy, wciąż cieszy oko, nawet ostatnio zastanawiam się, czy nie przywrócić mu pierwotnego wyglądu – militarny styl znów mógłby zmylić przeciwnika (ma ten sam płaszcz, a może inny?), myślę, że mógłby też zawojować serca nowych wielbicieli. Ten mój ulubiony płaszcz. Wioletta